foto1
Running text caption 1
foto1
Running text caption 2
foto1
Running text caption 3
foto1
Running text caption 4
foto1
Running text caption 5
WITAMY W POLISH RUNNERS CLUB IRELAND

Ocena użytkowników: 5 / 5

Gwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywnaGwiazdka aktywna
 

 Witajcie drodzy czytelnicy!
 
To mój trzeci już artykuł wprowadzeniowy do triathlonu. Tym razem chciałbym się skupić na naszych zawodnikach i ich krótkiej historii o tym, co zrobili,a w szczególności w 2019 roku. Każdy z Nas inaczej dotarł do tego sportu. Zazwyczaj ludzie zaczynają od biegania lub kolarstwa, a nie znają  podstaw tych  dyscyplin. (choć zdarza się i nie jest to wcale rzadkością). 


Każdego z nich możecie znaleźć w naszym klubie i naszej grupie na Facebooku.




 

Michał Kowalski (ur. 3.03.1982) - jest w grupie zarządu Polish Runners Club Ireland.

Wychowanek AWF w Wrocławiu. 


 Biegam od 1996 roku, zaczynałem jako sprinter od 100 m do 400 m. W 2002 roku nabawiłem się kontuzji i rozpocząłem studia oraz pracę, które nie pozwoliły mi na codzienne treningi. Jednak jak to ja, byłem w ciągłym  ruchu, bieganie i rower zawsze mi towarzyszyły. Do czynnego biegania wróciłem w 2010, a triathlon trenuję od 9 lat. Zaczęło się od adventure race w 2011 a w 2013 spróbowałem pierwszy trening triathlonowy. Potem się zaczęło na dobre w 2015 ukończyłem pierwszy Half Iron Man. 
   
 Stawiam na jakość, a nie na ilość, więc w ciągu roku nie startuję zbyt często. Kilka triathlonów i biegów na różnym dystansie od 5 km do maratonów. W tygodniu zależnie od pory roku trenuję od 15 do 20 godzin. Z racji ukończonych studiów na AWF sam sobie jestem trenerem. W 2019 z powodu mocno ograniczonego czasu wystartowałem tylko w dwóch triathlonach. Try Athy na dystansie sprinterskim (pływanie 750 m, rower 20 km i bieg 5 km) gdzie zająłem 4 miejsce. Drugie zawody były w sierpniu na dystansie Half IM (pływanie 1.9 km, rower 90 km i bieg 21.1 km) w Dunlaoghire.
2019 rok był rokiem, gdzie nie miałem zbyt wiele czasu na treningi ze względów zawodowych i rodzinnych.


       
Na zawodach w Athy na dystansie podwójnym olimpijskimBartosz Iwański (ur. 21.06.1984) pochodzi z Wrocławia, z klubem PRCI związany od 21 lutego 2018 roku.
Czynny sportowiec amator już od wczesnych lat szkolnych. Z zawodu instruktor jazdy.


 Moja droga do triatlonu była dosyć długa i raczej dziwna.
Sport towarzyszył mi przez całe życie i jest jego ważną częścią. Otóż w II klasie szkoły podstawowej moja matka zapisała mnie do klubu Kolejarz we Wrocławiu na sekcje szermierki we florecie. Trenowałem ją przez 3 lata i startując nawet w zawodach międzynarodowych w juniorach oraz zawodach międzyklubowych odnosząc już pomniejsze sukcesy. Zdaniem mojego trenera w sekcji byłem jednym z lepszych zawodników. W szkole był zawsze SKS i granie, w koszykówkę, siatkówkę i piłkę ręczną. W VI klasie szkoły podstawowej zacząłem ćwiczyć TAEKWON-DO i dochodząc do zielonego pasa z niebieską belką. To okres do I klasy liceum. Potem była tylko siłownia do momentu przylotu do Irlandii. Tutaj odkryłem kolejną pasję spOdcinek rowerowy w Athy na dyst. podwójnym olimpijskim w 2019r.ortową i była nią wspinaczka. Najpierw intensywnie na ściance wspinaczkowej w klubie fitness Westwood, następnie wyjazd do Polski na pierwszy kurs skałkowy w Sokoliki w Rudawach Janowickich. Tam zdobyłem swoje pierwsze szlify we wspinaczce skałkowej. W międzyczasie wspinałem się z moją paczką znajomych w Dalkey w Dublinie. Swój drugi kurs skałkowy odbyłem w rejonie Siurana w Katalonii (Hiszpania), 60 km od Barcelony. Tam już były trudniejsze drogi w tym pierwsza większa wielowyciągowa trasa (150m), poprowadzona przy małych podpowiedziach instruktora. Tam zdobyłem swój prawdziwy szlif skałkowy. W międzyczasie również wspinaczka w Dalkey i starych kamieniołomach w Balykiffe (obok Kilkenny).
Jednak w pewnym momencie okazało się, że rozgrzewka na bieżni przed wspinaczką sprawia mi więcej radości od.... samej wspinaczki.                                                                                                        

W bieganie na poważnie wszedłem w 2016 roku, kończąc swoje pierwsze zawody na 5 mil (8,5 km). Wtedy wiedziałem, że to dopiero początek mojej wielkiej przygody z bieganiem, a szczególnie z triathlonem. Mój pierwszy triathlon zrobiłem w 2016 roku w Skerries na dystansie sprinterskim (pływanie 750 m, rower 20 km i bieg 5 km). Jako ciekawostkę, tam poznałem Michała Kowalskiego (pierwszy zawodnik w tym artykule), nie wiedząc, że nasze ścieżki spotkają się ponownie po latach w klubie Polish Runners Club. Po tych zawodach wiedziałem, że jeżeli będę uparcie dążył do celu to kiedyś ukończę pełnego Ironmana.

2017 rok to wielki skok naprzód i większe kroki w bieganiu i triatlonie. To moje pierwsze zawody na 10 km w Swords (z wynikiem 45:07), to również pierwszy kolejny większy triathlon. Wziąłem udział w Vodadfone City Triathlon na dystansie olimpijskim oraz w Blessington Triathlon również na dystansie olimpijskim. Tutaj już trenowałem na moich wtedy najwyższych obrotach. Chciałem spokojnie ukończyć te dystanse i sprawdzić czy spokojnie sobie z nimi radzę.
 Kolejny rok 2018 niósł jeszcze większe wyzwania. Otóż coraz bardziej realne stawało się dla mnie, że będę mógł wkrótce zmierzyć się z pełnym dystansem na Ironman. Chciałem jednak najpierw ukończyć połowę dystansu IM, czyli pływanie 1.9 km, rower 90 km i bieg 21.1 km. Moją wielką próbą było najpierw ukończenie zawodów w Athy na dystansie podwójnym olimpijskim, czyli dyst. długi tj. pływanie 3 km. rower 80 km i bieg 20 km. Najbardziej mnie przerażało pływanie na 3 km. To była ciężka praca na basenie i ciągłe męczenie i szlifowanie techniki w kraulu. Mówimy tu o całych tygodniach pracy na basenie. Był to treningi po 2000 m (80 basenów  i 2500 m (100 basenów) ciągiem. Jednak udało się i się ukończyć te zawody na początku czerwca z czasem 6:01:25 czyli ponad 5 min lepszym niż pierwsze . Pływanie było mozolne, ale metodycznie dążyłem do pokonania dystansu. To było ważne, bo połowa IM w Dunlaoighre czekała na mnie już we wrześniu.  

 To było prawdziwe wyzwanie i ciężka praca. Sam dystans (pływanie 1.9 km, rower 90 km i bieg 21.1 km), oraz to, że trasa rowerowa będzie wiodła przez samo Wicklow, napawało lekkim strachem. Pogoda była lekko sztormowa i były wysokie fale, jednak nie płynęło się źle. Natomiast przeprawa przez góry była morderczo ciężka. Musiałem zejść z roweru z 5 razy i go prowadzić pod niektóre podjazdy. To mnie lekko przerosło, ale motywacja i determinacja czynią cuda. Sam bieg na koniec już nie był wcale taki ciężki, porównując do roweru. Skończyłem z czasem 7:02:53  

  Te wszystkie zawody miały mnie jednak przygotować do najtrudniejszego jak dotychczas sprawdzianu sportowego w moim życiu. Zawodach na pełnym dystansie Ironmana (pływanie 3.9 km, rower 180 km i 42.2 km na zakładkę) w Walii w 2019 roku. Tutaj pierwszy raz skorzystałem z pomocy trenerskiej u Ali Olejniczak. Tu już były nie dziesiątki a kilka setek godzin treningu przed tymi zawodami. Wybrałem sobie na moje nieszczęście (a może nawet właśnie szczęście) jedne z najtrudniejszych zawodów w Europie. Walia jak wiadomo teren górzysty i pagórkowaty i miejsce moich zawodów Pembrokeshire Dock też takie było. Jednak jak i rok wcześniej moja wrodzona upartość, determinacja i upór, oraz setki godzin treningu zrobiły swoje. Rower był bardzo ciężki, ponieważ było mnóstwo podjazdów i zjazdów. To też cały czas odpowiednie odżywianie w czasie zawodów. Jednak to bieg jeszcze bardziej był morderczy. Na domiar złego miałem wypadek rowery w czasie zawodów. Po zakręcie zawodniczka z Anglii wjechała mi w tył i przeleciałem przez kierownicę. Na szczęście nie ucierpiałem za bardzo, tylko straciłem 30 min., bo musiałem czekać na mechanika rowerowego. Wyobraźcie sobie ok. 1 km podbiegu, a potem zbiegu i tak przez cały maraton 42.2 km. Klimat oraz doping publiczności na trasie był niesamowity. Takie wydarzenia hartują ducha i ciało. Skończyłem z czasem 15:19:32 mimo wypadku, straty czasu oraz zdartej skóry w 3 miejscach. Radość satysfakcja były nie do opisania. Te wszystkie setki godzin treningów były tego warte.
ANYTHING IS POSSIBLE !!!.      



Bartek na mecie na IRONMAN w Walii w 2018       


Mariusz Krawczyk      

  Zastanawiam się, kiedy był ten początek triathlonowej przygody i sądzę, że był to czas na przełomie roku 2016/17. Chociaż o triathlonie myślałem już wcześniej, kiedy to regularnie pojawiałem się na basenie i od czasu do czasu wybierałem się na wycieczki rowerowe w okolicy Dublina, a biegałem już od 2014 roku. Trenowałem trzy dyscypliny dla swojej satysfakcji oraz dla poprawienia własnej samooceny.

Moja wiara w siebie urosła tak bardzo, że postanowiłem w przyszłości wziąć udział w pełnym dystansie Iron Mana. 3.9 km pływania, 180 km roweru i 42 km biegu. Kiedy dotarło do mnie jaki to jest dystans to postanowiłem spróbować startu w Olimpijskim Dublin City Triathlon w roku 2017. To jest 1500 m pływania , 40 km roweru i 10 km biegu. Po ukończonych zawodach okazało się, że dotarłem na 70-tym miejscu spośród 429 zawodników z czasem 2:29:21. Byłem bardzo zadowolony. Wtedy to załapałem bakcyla na triathlon już na dobre. Treningów była moc i chęci nie brakowało. Po drodze do celu były zawody na dystansie sprintu i dystansie olimpijskim, a w 18/08/2018 roku był udział w połówce Iron Mana Dún Laoghaire 70.3 18 1,9 km pływania , 90 km roweru i 21 km. Kolejny raz udowodniłem sobie, że mam tyle siły ile myślę, że mam. Zawody ukończyłem z wielkim uśmiechem i ze łzami w oczach, kiedy to połowa moich marzeń właśnie się spełniła. Emocje i radość nie do opisania. Tę chwilę będę wspominał przez długie lata. Ukończyłem Iron Mana 70.3 z czasem 5:51:40 na miejscu 197 spośród 1437 zawodników. To był dopiero początek ciężkich treningów do kolejnych zawodów na pełnym dystansie w 2019 roku. Plan był prosty - trenuj kiedy możesz i ile możesz.
Trenowałem 5 dni w tygodniu, a czasem dwa treningi dziennie, kiedy była tylko okazja. Po kilku miesiącach takich treningów przyszedł czas na start w Celtick Warrior 3/08/2019 na dystansie Iron Mana 140.6. 3,9 km pływania, 180 km roweru i 42 km biegu. Moje przygotowanie było na poziomie 75%, bo przede mną były dwa debiuty w dwóch dyscyplinach. Nigdy nie przejechałem 180 km rowerem i nie przebiegłem maratonu do tamtej chwili. Ryzyko kontuzji i nieukończenia było duże, bo kto może być pewnym, że pokona taki dystans w kilkanaście godzin. Byłem w szoku, bo ukończyłem z czasem 10:53:24 na drugim miejscu. Dla tych, którzy myślą o spróbowaniu czegoś nowego, bo bieganie już nie wystarcza na zaspokojenie głodu życia, mówię jedno; Nie pożałujecie, a możecie stracić okazję do wspaniałych wspomnień i okazję do zrozumienia, że "ANYTHING IS POSSIBLE IRONMAN". 

 

Michał Podolski pseudonim Michael Runner (ur. grudzień 1980)                       


 Kiedy i jak  zaczęła się twoja historia ze sportem w ogóle?


  Jestem Michael Runner – lat 39, pracuje w logistyce morskiej. Sport zacząłem uprawiać niedawno w sumie to tylko 6 lat temu. Niestety ze względu na przewlekłą chorobę “Jałowa Martwica guzów piętowych” nie mogłem uczestniczy w lekcjach WF-u.Co więcej w moim przypadku choroba była dość agresywna i dosłownie rozkruszała mi kości piętowe. Z powodu bólu w końcu wylądowałem na wózku inwalidzkim na 2 lata. Pamiętam jak lekarz powiedział iż muszę się przyzwyczajać, bo... mogę już nigdy nie chodzić jeśli choroba będzie dalej się rozwijać…dla nastolatka to był duży cios, który poskutkował szybkim przytyciem i ucieczką w świat gier komputerowych.. Po 2 latach na wózku, choroba ustąpiła i można było zacząć rehabilitacje. Ze względu na brak ruchu lekarze zalecili na początek basen by rozruszać mięśnie. Teraz z perspektywy czasu wiem skąd mój sentyment do pływania, to dzięki niemu odzyskałem sprawność, aczkolwiek  żmudna rehabilitacja na tyle mnie zmęczyła iż przestałem uprawiać sport totalnie. Taki stan trwał przez następne kilkanaście lat. Pojawiły się dzieci a tu na wadze 120 kg i paczka papierosów dziennie. Pamiętam ten impuls gdy z synem grałem w piłkę i zadyszka po 5 min biegania. Było lato 2014 byliśmy w Father Collins Park i tak mówię do żony: “ Co ci ludzie widzą w tym bieganiu? Hmmm a może i ja się przebiegnę ? Ciekawe czy zrobię jedno kółko ( 1.4 km ) i udało mi się to zrobić.  Nagle stało się coś czego się nie spodziewałem poczułem wolność , totalnie zapomniałem ileż radości daje uprawianie jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Po jednym kółeczku przyszedł czas na kolejne i kolejne. Potem kolega zaprosił mnie na Park-Run w Malahide i już byłem wciągnięty w bieganie na dobre. Rzuciłem papierosy po 15 latach! I to był już mój pierwszy spory osobisty sukces od lat. W ciągu kolejnych 2 lat przyszedł czas na 1-wy maraton. Bałem się, ale mając w głowie słowa lekarza: “nigdy nie będziesz chodzić” dodawały mi skrzydeł. Po przekroczeniu mety byłem już właściwie zapisany na następny i następny…Tak na fali euforii i endorfin padło 12 maratonów w 2 lata straciłem kilkadziesiąt kilogramów co skutecznie zmotywowało mnie do dzielenia się ze wszystkimi moim doświadczeniem, energią i pasją do biegania. Wciągałem rodzinę, znajomych oraz dołączyłem do grupy - 5Alive. Utworzona przez mera Dublina grupa propaguje zdrowy styl życia dla ludzi z dużą nadwagą (coś jak Operation Transformation). Jako mentor przez ostatnie lata pomagam początkującym rozpocząć swoją przygodę z bieganiem. Osobiście daje mi to wielka frajdę pomagać innym w osiąganiu celu gdy na trasie właśnie mieli się poddać i nagle pojawiam się ja i przez moje gadulstwo, motywacje bieg nie jest taki ciężki, a meta jest już tuż za rogiem.Gdzieś tam między Berlinem a Paryżem pojawił się pomysł, aby spróbować w najtrudniejszym Europejskim maratonie: Legendarnych Atenach. Po rocznym przygotowaniu w górach Wicklow byłem gotowy. Szczerze....za łatwo mi poszło i po zdobyciu Aten pojawiła się pustka, zmęczenie, przetrenowanie – w sumie wszystko po trochu - poczułem spełnienie marzeń i nagle przestałem regularnie trenować.Momentalnie odbiło się to na zdrowiu psychicznym i wadze. Nie mogłem się pozbierać przez 2 lata mimo iż nadal biegałem (maraton rocznie, ba nawet Ultra 64 km zrobiłem). Jednak to nie było to. Teraz wiem, że to była depresja biegacza, która pojawiała się, bo nie wyznaczyłem sobie kolejnego celu..

Jak to się stało,  że się zainteresowałeś triathlonem? Od kiedy uprawiasz go?


 
 Michael Runner wraz z żoną jako kibic w Dun  Laoghaire
 Tam się narodziła myśl wzięcia w nim udziału. 


Trwając tak w marazmie biegowym, natrafiłem na ogłoszenie chłopaków z naszego kubu iż zamierzają się zmierzyć 
z dystansem podwójnego IM – projekt 515 km w 3 dni....szaleństwo jakieś.
To był punkt zwrotny - zaciekawił mnie triatlon. Jakiś czas później pojawił się post na klubowej stronie ,iż jakiś chłopak będzie na IM 70.3 – w sumie nie znam typa, ale co tam jadę i pokibicuje no i boom.Gdy zobaczyłem czerwony dywan, metę i ludzi którzy finiszowali - ich radość z pokonania tego morderczego dystansu... nie trwało to długo może z 15 min i już pojawiła sie myśl, ziarenko, które zaczęło kiełkować - A może i ja bym spróbował?

Podsumuj rok 2019. W jakich zawodach startowałeś i ile musiałem do nich trenować? Czy jesteś zadowolony z nich?


 2019 to był” transition” rok dla mnie – Zupełnie inne treningi – bieg, rower, pływanie... koniec w końcu udało się zadebiutować. Wybór padł na: Dublin City Triathlon – sprint – pokonaliśmy go razem z żoną. Duża satysfakcja z ukończenia – kompletnie inne doświadczenie... tyle się dzieje – pływanie, Liffy – T1 – rower, T2 i bieg.. nim się spostrzegłem już było po.. Postawiłem sobie bardzo ambitny cel ,który prędzej czy później zrealizuje. Oczywiście nie można zapomnieć o pływaniu na otwartym akwenie - to zupełnie inna bajka niż basen... opanowanie pierwszej fali paniki było najtrudniejsze. Skok do Liffey i nagle zimno, ciemno - wypływam na powierzchnie, Tati obok mnie też przerażona, ale spojrzenie, że jest OK i kciuk do góry, że damy radę...Nagle zdajesz sobie sprawę, że to się naprawdę dzieje – jesteśmy w samym środku zawodów triatlonowych..nigdy tego nie zapomnę, niesamowite przeżycie, emocje, łzy, radość i poczucie, że wszystko jest możliwe jeśli tylko czegoś bardzo chcemy.  

Co jest najtrudniejsze  lub najcięższe w triatlonie?

Najtrudniejsze jest zawsze jedno - ruszenie się z kanapy i wyjście na trening. Zaraz potem dźwięk budzika o 5:55 ,aby po 15 minutach zameldować się na basenie. W sumie to uzależniłem się od triatlonu i nie wiem czy żyje, aby trenować ? Czy trenuje, aby żyć, w sumie to nieistotne. Najważniejsze jest to, że jestem szczęśliwym człowiekiem. 

Plany i marzenia związane z triathlonem na ten lub kolejny rok.?


W 2020 roku miałem plan, aby zdobyć Koronę Maratonów Polskich, TriAthy oraz IM Gdynia, niestety ze względu na epidemie wirusa przełożono wszystkie powyższe imprezy sportowe. Moje plany będę musiał przełożyć na 2021 – nie sądzę, aby organizatorzy podjęli ryzyko i zorganizowali zawody na jesień. Zdrowie i bezpieczeństwo najważniejsze. Wystartuje później. Podsumowując - wyznacz sobie cel, który pomoże Ci spełnić Twoje marzenie, przerosnąć obawy i pomoże w rozwoju osobistym – zameldować się na mecie full IronMan.


Artur Kuwik (ur. 1976)

Droga do... Właśnie do czego? Jakoś cały czas chodzi mi to po głowie. Ok, kilka zdań o mnie.

 Artur, rocznik 1976, znak zodiaku Strzelec  Cóż pochodzę z małej miejscowości gdzie nie było wielkich możliwości. Od dzieciństwa trzeba było pomagać na roli/gospodarstwie. Bieganiem zainteresowałem się po jednym ze szkolnych wyjazdów, 3 km przełaj było to w ostatniej klasie podstawówki. I to było to - miłość. Zacząłem biegać, reakcja ludzi na wsi – no cóż klepanie się w głowie było czymś na porządku dziennym. W zasadzie nie było czasu na nic, praca w domu i jak znajomi się spotykali, to ja jeszcze pracowałem. Jak kończyłem to już nikogo nie było. Wtedy wychodziłem biegać. Do tej pory pamiętam moje tenisówki z dziurą pod palcami, gdzie zatykałem dziurę kartonem i tak do przodu. W 1 klasie Technikum pojechałem na pierwszy bieg uliczny, gdzie wygrałem w kategorii do 19 lat. W Technikum sekcja lekkoatletyki to bylem ja, na pełny etat plus przed zwodami nagonka ze szkoły . Również na samym początku ''kariery'' poznałem kolegę i idąc za nim wstąpiłem do klubu KWK Brzeszcze. Tam trener dawał wskazówki co trzeba robić i jakoś się kręciło. Po Technikum studia, dalej biegałem, ale już nie tak intensywnie. 2000 rok – przyjazd do Irlandii. W kwietniu tego roku minęło 20 lat jak pracuje w jednej firmie. Można przyjąć, że do biegania ,, kontrolowanego,, czyli regularne wyjścia i zero wymówek wróciłem na początku 2013 roku. We wrześniu po obejrzeniu filmu ,, Spirit of the Maraton,, powróciło moje marzenie – przebiec maraton (akurat jak już wróciłem do siebie po małym wypadku). Tak też zapisałem się na Dublin maraton 2013, który szczęśliwie ukończyłem i wiele się nauczyłem o sobie. Również w tym czasie za namową przedszkolanki, gdzie chodziła córka przyłączyłem się do lokalnego klubu DDAC. Z PRCI już jestem jakiś czas i cieszy mnie, że jest tyle fajnych ludzi którzy dają mi inspirację do dalszego wysiłku.  Treningi – 6 razy w tygodniu. Lubie się zmęczyć fizycznie. Daje mi to pewnego rodzaju odprężenie po stresie w pracy. Problem jest, że czasami za dużo robię i organizm nie regeneruje się na czas. Osiągnięcia w ostatnich latach: 2013 – pierwszy maraton Dublin. 2017 – Maraton Berlin i czas 2:59 – następny cel zrealizowany. Lecz nabawiłem się kontuzji kolana. Rok przerwy, operacja, rehabilitacja- powolny powrót do aktywności fizycznej. I tu pojawia się decyzja o zajęciu się Triatlonem. I od razu na głęboką wodę. Kwiecień 2019 start w Galway na średnim dystansie i to było to. Następna Miłość po Maratonie. Później start na olimpic dystans i sprint. I w końcu half IM w Dun Laoghaire – następny cel zrealizowany. Tu wielkie dzięki dla Michał Kowalskiego, ponieważ bardzo mi pomógł w przygotowaniach. Do tego kilka imprez pływackich, najmilej wspominam 3.9 km swim w Glendalough. Najtrudniejsze jest: Organizacja czasowa - przy samym bieganiu,  było dużo prościej, natomiast Triatlon to już wyższa szkoła jazdy. Ale jazda na rowerze nawet na  trenażerze daje mi bardzo dużo satysfakcji. Nadal uwielbiam biegać, lecz boje się o kolana mój slaby punkt. Natomiast pływanie na otwartych wodach, no cóż chwila zamoczenia się w zimnej wodzie – brrrrrrr, dalej tego nie cierpię. Cele / marzenia. Podróże po całym świecie i możliwość udziału w imprezach sportowych. Taka odskocznia od codzienności, stresu i depresji. 2020 miał być IM CORK, no cóż przyszły rok. A tak na marginesie w 95 roku wziąłem udział w triatlonie w Żywcu, gdzie pływać zacząłem na kilka tyg przed, na lokalnych stawach rybnych, rower pożyczony od kuzyna (nie kolarka) , tylko coś z przerzutkami który zepsuł się w połowie trasy – ale i tak dojechałem. Niesamowite przeżycie i myślę, że Thriatlon od tego momentu na zawsze został w mojej głowie.

Pozdrawiam Artur.

GTranslate

enfrdeptes

Na naszej stronie internetowej używamy plików cookie. Niektóre z nich są niezbędne dla funkcjonowania strony, inne pomagają nam w ulepszaniu tej strony i doświadczeń użytkownika (Tracking Cookies). Możesz sam zdecydować, czy chcesz zezwolić na pliki cookie. Należy pamiętać, że w przypadku odrzucenia, nie wszystkie funkcje strony mogą być dostępne.

Ok